09 listopada 2013

powroty



Powroty, czasem wydają się trudniejsze od pożegnań, rozstań- zawsze można odjśc bez słowa...a kiedy się wraca, och jest tyle rzeczy o których chciałabym napisać a tak naprawdę nie potrafię sklecić sensownego zdania...

Powiem krótko- potwornie się cieszę że mam w końcu siłę i czas aby powrócić do pisania bloga a przede wszystkim do szycia.
Po tak długiej przerwie potrzebne jeszcze trochę czasu na zaklimatyzownie się, z maszyną do szycia jakby od nowa się poznajemy, przeglądam kawałki z tkanin z których kiedys miało powstać COŚ ważnego, wielkiego, wyjątkowego...a teraz nie mam pojęcia co z tymi szmatkami zrobić, jak je wykorzystać- widać natchnionym zupełnie jak szczęśliwym jedynie SIĘ BYWA
Minie jeszcze chwila zanim się porządnie "rozkręcę" a póki co zaczęłam od szycia mniejszych rzeczy.
Kiedy wróciłam do Polski okazało się że i tu zaczynają się przygotowania do świąt, w pasmanterii pełno świątecznych akcentów, wstążek w krateczkę, kropeczki, pozłacane, posrebrzane;
Na placu u "pana ze wszystkim" świecą się już lampki choinkowe, na zawieszkach dyndają ozdobne mikołaje, reniferki, bombki i inne różności ze świątecznymi akcentami, aż ciężko uwierzyć w tę świąteczną atmosferę kiedy za oknem jeszcze jesienna pogoda, z resztą w Szwecji też nie ma mowy jeszcze o śniegu, jest trochę chłodniej niż tutaj, rano zdarza się przymrozek ale w dzień dopisuje słońce a śnieg spadł dopiero na dalekiej północy i wcale nie zalega chałdami na ziemi ;)
Parę tygodni temu krajobraz na campingu w Trollhättan (na południu Szwecji) gdzie mieszkaliśmy wyglądał zupełnie jesiennie















Wracając jednak do tematu świąt których klimat tydzień po tygodniu staje się coraz bardziej WSZECHOBECNY postanowiłam zdziałać coś w tym kierunku. Zajęłam się szyciem, wyszywaniem i wypychaniem świątecznych ozdób jakimi w tym roku są u mnie serca i gwiazdy, planuję też pachnące woreczki ale że z doświadczenia wiem że w życiu nie warto planować - w więć cicho sza!, nic o tych planach nie słyszeliście ;)
Jak na złość pogoda w Krakowie dzisiejszego dnia sprzysięgła się przeciwko mnie i moim zdjęciom, jest tak szaro i ponuro że gdyby nie jeszcze młode wspomnienia słonecznej pogody choćby z wczoraj można by popaść w depresję...może za bardzo pochwaliłam tę piękną jesień, zawstydziła się i uciekła.

W każdym razie zdjęć nie idzie zrobić, same szarości i smutasy wychodzą na fotografiach- ale pokażę wam co nieco, aby nie zostać gołosłowną, a lepsze wyraźniejsze fotografie pojawią się (mam nadzieję) już niebawem
Póki co zmykam do dalszego wypychania serduch

AHOJ, do następnego postu!










10 czerwca 2013

tak mi jest...



Jest mi tak głupio że długi czas nic nie pisałam na blogu (znowu)...jest mi tak pusto że nic nie uszyłam (ciekawego)...jest mi tak źle z tym że za co się wezmę nie mogę skończyć (bo coś tam, coś tam)...jest mi tak przykro że nie mam czasu dla siebie, dla swojej duszy, dla swojego ciała...jest mi tak dziwnie z tym że coraz mnie mniej w moim własnym życiu , że z przerażeniem patrząc na siebie stwierdzam MUSZĘ TO ZMIENIĆ

Trzeba pomyśleć o sobie, o swojej pasji która nadaje przecież sens mojemu życiu... trzeba pomyśleć o swoim ciele- odpowiednia dieta może pomóc w życiu z SM a ja ją tak zaniedbałam..... trzeba się wyciszyć, zwolnić, posłuchać swojego serca, swojej duszy, naprawiać błędy, wyciągnąć wnioski aby w kółko tych samych bzdur nie popełniać, trzeba stawać się lepszym...nie wiadomo ile czasu mi pozostało...

Chcę znów szyć, tęsknię za maszyną, ale życie w rozjazdach- dwa tygodnie tu, dwa tygodnie tam, wcale nie pomaga.

Będąc w Szwecji chłonę każdą chwilę spędzaną z Lubym, nawet jeśli głównie pracujemy- to zwykle razem, chłonę zapach lasu, chłód ziemi pod nogami, ciepło słońca, deszcz który zbija mi sadzonki w ogródku...
Wracając do Polski nie mogę nacieszyć się chwilami z przyjaciółkami- nawet nie wiedziałam że ich tyle mam ;) Spotkanie za spotkaniem przeplata się z wizytami w szpitalu, z badaniami, później znowu spotkanie, dyskusje, opowiadania, rozważania, nadrabiam także czytanie książek (w Szwecji nie ma na to zupełnie czasu)- tymczasem tydzień za tygodniem tak szybko mija

Zaniedbałam maszynę; Kiedy wchodzę do pracowni łezka w oku się kręci na wspomnienie i chciałoby się znowu do niej  usiąść, usłyszeć jej turkot, odgłos nożyczek odkładanych co chwila na blat, zapach pary z żelazka...MOOOJA PRACOWNIA- a jakaś taka NIE-MOJA...

Obiecuję że wrócę, może nawet niebawem, mam wrażenie że pewnego dnia pomysły w mojej głowie nie pomieszczą się i EKSPLODUJĄ z podwójną siłą...i marzę o tym ;)





Dziewczyny Kochane, wybaczcie moją długą nieobecność na blogu i czekajcie na mnie cierpliwie
Dziękuję że jesteście ;*


Agnieszka



02 maja 2013

ułożyło się

Ostatnimi czasy nie układało się zbytnio po prywatnej stronie życia, ale okazuje się że czasem wystarczy zmienić punkt widzenia i wszystko się układa...a tyle dni potrzebowałam żeby do takiej prostej prawdy dojść ;)
Ostatnio ułożyły się też króliki- i to szeregiem
Proszę jakie grzeczne...uszy długie, brzuszki kolorowe a buźki haftowane






Niebawem więcej szyjątek...pozdrawiam Was ciepło
Witam również nową obserwatorkę- bardzo miło mi Ciebie gościć :)

Do następnego postu!



29 marca 2013

Idą święta wielkim krokiem...


Idą święta wielkim krokiem i zaskoczą jak przed rokiem
Przygotowania do świąt zaczęłam tak naprawdę dziś. 
Wszystko na hurra- zakupy, ciasta, okna....firanki i obrusiki wyprasowane a za oknem jakoś zimowo, więc ciężko uwierzyć że to wiosenne święta.
Wczoraj nawet sypło śniegiem, o!
Chyba długo jeszcze będę się przyzwyczajać do tych szwedzkich warunków pogodowych ;)

Ale, ale- nie jest aż tak źle- w domu już od kilku dni rośnie rzeżucha i rozzielenia nam przestrzeń :)
A że nie miałam jej w czym posiać trafiło na skorupki od jajek- tego u nas zawsze dużo (zwłaszcza jak na kolację robi się jajecznicę z 10 jaj, o zgrozo!). Jajka z rzeżuchą stoją na wyżłobionych pieńkach- tego u nas też pod dostatkiem, w końcu mieszkamy w jednym wielkim lesie, hihi



Ze spraw szyciowych nie mam się czym pochwalić- kilka robótek krzyżykowych w pracy ale nie są na tyle wykończone aby je pokazywać- zapewne po świętach mi się to uda i wrócę do Was z nowym postem :)

Tymczasem Kochane życzę Wam wiosennych i wesołych Świąt w rodzinnej atmosferze, dużo uśmiechu i radości!



21 marca 2013

trochę z życia... trochę z szycia...



Urlop minął wspaniale, pogoda dopisywała- piękna, biała zima i słońce- i nawet wcale się już nie złoszczę że wiosny tu ani widu ani słychu, z resztą ta po takim wypoczynku na długi czas zadomowiła się w naszych sercach i duszach :)
Nabraliśmy dużo energii do pracy i działania. Luby powrócił już do swojej pracy drwala, a ja znów przysiadłam do maszyny. Za nim jednak pokażę co uszyłam wrzucam kilka fotek z wycieczki





************************


A z ostatniego szycia wyszły o takie rzeczy

INTYMETKI I DYSKRETKI, czyli komplety które już znacie, a te w nowych kolorach i tkaninach












PTASZKI które miały przywołać wiosnę


















Dziś przysiadam do dalszego szycia, mam też kilka zleceń na poprawki i podszycie firanek więc ten pierwszy dzień wiosny minie mi bardzo pracowicie
Niebawem wracam z nowościami...do następnego postu AHOJ!







10 marca 2013

Etui

Dziś szybki post pisany między sprzątaniem a pakowaniem rzeczy na wyjazd
Niedawno uszyłam kilka kompletów etui na wkładki higieniczne i na podpaski.
Jak to zwykle bywa na początku powstał jeden komplet- na zamówienie, a z rozpędu kilka innych ;)
W planach mam oczywiście więcej kompletów, ale szykuje się długi czas poza domem, bez maszyny i innych akcesoriów, obiecałam sobie, ze nie spakuje nawet robótek krzyżykowych tak aby całkiem "oderwać" się od świata, odpocząć i poświecić cały czas swojej drugiej połówce :)
A tymczasem oto etui





Wyhaftowałam również kolejny obrazek, już chyba ostatni ze świątecznej serii- myślę że ten akurat zawiśnie na ścianie u mnie w kuchni











Zmykam prędko do pakowania, wracam do Was za dwa tygodnie, ściskam ciepło ;*
Papa!






04 marca 2013

...i gdzie ta wiosna?

Nie wiem jak w Polsce ale tutaj wiosna nie może się przedrzeć przez zimową aurę.
Tydzień temu robiło się 'jakby wiosennie" a ostatnie  dni taka zawierucha że w naszej wiosce przez pięć długich dni nie było prądu.
Luby na "delegacji" na dalekim południu, zostałam więc w domu sama- bez światła, prądu, ciepłej kąpieli, za to z łopatą do śniegu w ręku, na podwórku sniegiem po kolana  i masą roboty wiążącą się z kilkoma zamówieniami od Tubylców :)
Zamówień nijak nie idzie zrealizować- przeprosiłam, ale w takich warunkach, ani nie włączę wyrzynarki (do prądu), ani szlifierki i wiele innych rzeczy które są potrzebne do wykonania drewnianych ozdóbek świątecznych

Za to korzystając z wyjazdu Lubego i świętego spokoju temu towarzyszącemu ;) oddawałam się przez większą część czasu wyszywaniu obrazków- w tematyce świątecznej oczywiście.
Chciało by się włączyć maszynę ale przy braku prądu ciężko o takie cuda, szyłam więc i szyłam swoimi rękami, a maszynowo obszywałam dopiero dziś.... a z tego wszystkiego wyszły o takie obrazki/ proporczyki
(wybaczcie za kiepskie zdjęcia, ale warunki pogodowe i oświetleniowe fatalne)









Kolejne obrazki w przygotowaniu, mam nadzieję że zdążę przed świętami ;)
Pozdrawiam Was jak zwykle ciepło i serdecznie....i jednak Wiosny życzę tej wyczekiwanej ;)
AGA


Prace i fotografie publikowane na blogu są moją wyłączną własnością .
Kopiowanie, rozpowszechnianie, wykorzystywanie lub przetwarzanie w jakikolwiek inny sposób zdjęć, tekstów oraz wzorów prac bez mojej zgody jest zabronione.

Co mi w duszy gra...

h