21 marca 2013

trochę z życia... trochę z szycia...



Urlop minął wspaniale, pogoda dopisywała- piękna, biała zima i słońce- i nawet wcale się już nie złoszczę że wiosny tu ani widu ani słychu, z resztą ta po takim wypoczynku na długi czas zadomowiła się w naszych sercach i duszach :)
Nabraliśmy dużo energii do pracy i działania. Luby powrócił już do swojej pracy drwala, a ja znów przysiadłam do maszyny. Za nim jednak pokażę co uszyłam wrzucam kilka fotek z wycieczki





************************


A z ostatniego szycia wyszły o takie rzeczy

INTYMETKI I DYSKRETKI, czyli komplety które już znacie, a te w nowych kolorach i tkaninach












PTASZKI które miały przywołać wiosnę


















Dziś przysiadam do dalszego szycia, mam też kilka zleceń na poprawki i podszycie firanek więc ten pierwszy dzień wiosny minie mi bardzo pracowicie
Niebawem wracam z nowościami...do następnego postu AHOJ!







10 marca 2013

Etui

Dziś szybki post pisany między sprzątaniem a pakowaniem rzeczy na wyjazd
Niedawno uszyłam kilka kompletów etui na wkładki higieniczne i na podpaski.
Jak to zwykle bywa na początku powstał jeden komplet- na zamówienie, a z rozpędu kilka innych ;)
W planach mam oczywiście więcej kompletów, ale szykuje się długi czas poza domem, bez maszyny i innych akcesoriów, obiecałam sobie, ze nie spakuje nawet robótek krzyżykowych tak aby całkiem "oderwać" się od świata, odpocząć i poświecić cały czas swojej drugiej połówce :)
A tymczasem oto etui





Wyhaftowałam również kolejny obrazek, już chyba ostatni ze świątecznej serii- myślę że ten akurat zawiśnie na ścianie u mnie w kuchni











Zmykam prędko do pakowania, wracam do Was za dwa tygodnie, ściskam ciepło ;*
Papa!






04 marca 2013

...i gdzie ta wiosna?

Nie wiem jak w Polsce ale tutaj wiosna nie może się przedrzeć przez zimową aurę.
Tydzień temu robiło się 'jakby wiosennie" a ostatnie  dni taka zawierucha że w naszej wiosce przez pięć długich dni nie było prądu.
Luby na "delegacji" na dalekim południu, zostałam więc w domu sama- bez światła, prądu, ciepłej kąpieli, za to z łopatą do śniegu w ręku, na podwórku sniegiem po kolana  i masą roboty wiążącą się z kilkoma zamówieniami od Tubylców :)
Zamówień nijak nie idzie zrealizować- przeprosiłam, ale w takich warunkach, ani nie włączę wyrzynarki (do prądu), ani szlifierki i wiele innych rzeczy które są potrzebne do wykonania drewnianych ozdóbek świątecznych

Za to korzystając z wyjazdu Lubego i świętego spokoju temu towarzyszącemu ;) oddawałam się przez większą część czasu wyszywaniu obrazków- w tematyce świątecznej oczywiście.
Chciało by się włączyć maszynę ale przy braku prądu ciężko o takie cuda, szyłam więc i szyłam swoimi rękami, a maszynowo obszywałam dopiero dziś.... a z tego wszystkiego wyszły o takie obrazki/ proporczyki
(wybaczcie za kiepskie zdjęcia, ale warunki pogodowe i oświetleniowe fatalne)









Kolejne obrazki w przygotowaniu, mam nadzieję że zdążę przed świętami ;)
Pozdrawiam Was jak zwykle ciepło i serdecznie....i jednak Wiosny życzę tej wyczekiwanej ;)
AGA


23 lutego 2013

Nic nie widziałam, nic nie słyszałam....

Wszyscy szyją sówki i nie wiadomo dlaczego wszyscy bardzo je lubią- ci szyjący jak i ci kupujący
Coś w tych sówkach musi być bo polubiłam je i ja :)
Kupiłam kawałek pomarańczowego filcu i tkaninę w kwiatki które natchnęły mnie do uszycia sówek.
Lubię kiedy rzeczy które tworzę opowiadają jakąś historię lub z jakąś historią się wiążą- nie zawsze się to udaje, ale tym razem wpadłam na pomysł uszycia sówek na wzór trzech mądrych małpek
Jak informuje Wikipedia:
"Wyrażone za pomocą rzeźby lub obrazu japońskie przysłowie „nie widzę nic złego, nie słyszę nic złego, nie mówię nic złego”. Trzy małpy to: Mizaru (見猿), która zakrywa oczy, więc „nie widzi nic złego”, Kikazaru (聞か猿), która zakrywa uszy, więc nie słyszy nic złego, oraz Iwazaru (言わ猿), zakrywająca pysk, która nie mówi nic złego, co można zinterpretować jako: "Nie szukaj i nie wytykaj błędnych czynów i słów innych ludzi"."

Myślę że małpki niosą istotne prawdy życiowe, a skoro sowy to też mądre stworzenia - niech będą
trzy mądre sowy :)
Oto i one...









19 lutego 2013

rozważania

Kochani!

Minęło już sporo czasu od ostatniego wpisu a ja wciąż nie mam co pokazać i pochwalić się czymś ze spraw "szyciowych". Ostatnio dużo zawirowań i nagłych zwrotów akcji w moim poukładanym życiu i zwyczajnie nie wyrabiam.
W dziedzinie szycia i robótek ręcznych najczęściej dyskwalifikuje mnie choroba.
Myślałam że nie będę tutaj zbyt często o niej pisać ale jednak nie da się ukryć że przez nią wiele pomysłów nie mogę zrealizować lub ich realizacja trwa wieki- rozpoczęłam kilka projektów, w tym torby które zapowiadałam w poprzednim poście- prawie je skończyłam ale z powodu nawracającego zapalenia spojówki i totalnej ślepoty na jedno oko wykańczanie ich trwało tak długo że nie zdążyłam ich sfotografować przed wyjazdem do Szwecji
Tutaj w szwedzkim domku miałam rozpoczęte kilka innych robótek ale dopiero co przysiadam do ich wykańczania, więc również nie ma się czym chwalić...



Powiem Wam że parę dni temu miałam taką myśl aby rzucić to wszystko- szycie i prowadzenie bloga, skoro i tak nie mogę tego regularnie robić, a fakt że nie zawsze mogę zrealizować to co sobie postanowiłam podcina mi skrzydła.
Kiedyś sprzedawałam swoje rzeczy w internetowych galeriach a nawet w pewnym krakowskim sklepiku "handmade", dziś nie nadążam nawet z kilkoma nowościami do pokazywania i oferowania, czas biegnie a ja stoję w miejscu.... już prawie dałam za wygraną, kiedy pomyślałam że to przecież moje jedyne okno na "szyciowy" świat. To tutaj się inspiruję, to tutaj znalazły się Osoby które doceniają a nawet podziwiają to co uda mi się uszyć, to tutaj zawarłam kilka miłych znajomości, i tak naprawdę nie chcę z tego rezygnować....
Choć pewnie nie uda mi się tym blogiem podbić świata ani zrealizować i pokazać  nawet połowy tego co bym chciała, to uwierzcie że miejsce to daje mi siłę i chęć do działania....postanowiłam więc że zostanę na moim Natchnionym Podwórku tak długo jak starczy sił!
Przewiduję że moje posty rzadziej będą dotyczyć szycia, ale za to postaram się pisać częściej o tym co robię na co dzień, może i tym uda mi sie Was zainteresować ;)

A następny post zapowiada się jednak szyciowo więc zapraszam niebawem do czytania i oglądania!

Agnieszka


04 lutego 2013

torby szyję

Kiedy tylko nabrałam sił po chorobie zasiadłam do maszyny.
Szczerze mówiąc już dawno torby chodziły mi po głowie, jednak musiałam nabyć nowe materiały na nie i to się właśnie stało a więc mogę szyć i szyć...
Oto pierwsza torba, duża i pakowna
Kolory na zdjęciach niestety trochę przekłamane, przody są  w orientalno pomarańczowym kolorze z zielono-fioletowym nadrukiem  a boki z drobnego fioletowo- bordowego sztruksu...ech, i jak tu opisać słowami kolory, heh

Z przodu naszyłam dwie kieszenie, bo takie zawsze się przydają :)


Z tyłu wewnętrzna  kieszonka zapinana na zamek



 W środku także kieszonka na telefon oraz przepastna kieszeń na zamek (aby schować najważniejsze rzeczy tj dokumenty, portfel itp. ) a  całość zapinana na magnesik


A w przygotowaniu też inne torby, ale utknęłam w martwym punkcie- muszę lecieć do hurtowni po zamki i zapięcia bo brakło, oj!

Robocze zdjęcia z pracy nad kolejną torbą





Pozdrawiam Wszystkich baaardzo serdecznie :*
Ps. Dziś słońce w Krakowie to i humor dopisuje...jejeje :)

15 stycznia 2013

stół kreślarski...?

Z uwagi na swoją chorobę i czasowe niedomagania (kilka razy w roku), są dni a nawet tygodnie kiedy wiele rzeczy muszę wykonywać z poziomu łóżka...
Do niego więc zabieram laptopa, książki i inne czytadła...a stolik koło łóżka zawalony wtedy wszystkim co tylko można znaleźć w domu- tak aby było pod ręką i żeby co chwile nie prosić kogoś o pomoc
Najtrudniej jest pisać lub rysować leżąc w łóżku- wymyśliłam więc sobie kiedyś taki 'blacik kreślarski' a dokładniej  jest to kawał płyty wyciętej wg moich potrzeb, i teraz można do niej przyczepić spinaczem kartki papieru, a z boku dodatkowo oprzeć rękę aby nie 'wisiała' w powietrzu podczas pisania :)
Taki blacik pomógł mi wyciąć z resztek sklejki mój Luby, ja oczywiście upiększyłam całość malunkami na swój sposób i zabezpieczyłam bezbarwnym lakierem...i taki oto jest mój mały stolik kreślarski :))





A skoro bałaganimy to powstała tez podstawka pod rogi łosia- wycięta z sosnowej deski, wymalowana bezbarwnym lakierem a do niej przymocowane jest poroże. 
Ja rysowałam kształt podstawki a Luby wycinał i wykańczał....w życiu bym nie pomyślała że coś takiego znajdzie się w moim domu, zawsze byłam przeciwna teko typu 'trofeom' , ale takie było marzenie Lubego- rogi na ścianie w salonie- no, to i są, a ja się przyzwyczajam...nie taki diabeł straszny, hihi :)





Pozdrawiam Was wszystkich, do następnego postu!




11 stycznia 2013

sarenka

Ostatnio odkryliśmy nowe ślady na śniegu które wskazują że pod nasz dom podchodzą sarny :)
Rzeka jak długa i szeroka grubo zmarznięta więc leśne zwierzaki mają na skróty do naszego podwórka- wystarczy przejść przez taflę lodu...
Skoro tylko uwidoczniły się ślady naszych "gości" czatowaliśmy następne pół nocy aby któregoś przyłapać (nie ma to jak zobaczyć z kilku metrów najprawdziwsza na świecie dziką sarnę :))
Ale na ogół na podwórku trafiał się zgłodniały kot, który próbował włamać się do naszego śmietnika, a że mu się to nie udawało postanowiliśmy sami go nakarmić...hmmm, tylko jak zawołać kota po szwedzku??!?
Uwierzcie że na kici-kici nie reaguje...ostatecznie zostawiliśmy jedzenie w misce na podwórku i dając za wygraną poszliśmy spać.
Rano miska pusta a przy niej ślady sarnięcych racic :) a my przespaliśmy okazję zobaczenia sarenki na naszym podwórzu, ech!

Żeby to sobie zadośćuczynić postanowiłam uszyć sobie swoją własną sarenkę



Wykrój ściągnęłam gdzieś w internecie i trochę przerobiłam wg własnego widzi-mi-się :)
Luby pomógł zainstalować w jej ciele drut więc sarenka pewnie stoi na nogach i nawet można ją trochę powyginać ;)



Na zdjęciu sarenka stoi na tle naszego kominka, który powstawał w wielkich boleściach- po pierwsze bolesciach rąk mego Lubego (nie łatwa to robota szczególnie jak stale czegoś brakuje z elementów do konstrukcji)...po drugie bólu  mojego zranionego serca, a może raczej urażonej dumy-bo nie tak miał ów kominek wyglądać!! przynajmniej  w moich wyobrażeniach...Ale że Luby uparty...ech, w takich chwilach naprawdę zaczynam wierzyć że pochodzimy z rożnych planet ;).... ale ostatecznie nie warto przecież kłócić się o jakiś tam kominek, lepiej cieszyć się chwilą i każdą doceniać.....ale kominka Wam nie pokażę bo jeszcze się  z nim nie pogodziłam, o!


Pozdrawiam Was jak zwykle ciepło i serdecznie ;*

07 stycznia 2013

z nowym rokiem...

Kochani! Witam Was w nowym 2013 roku!
Znów mogę na chwilę powrócić do swojego blogowego świata....ostatnie dni, tygodnie były ciężkie- zaostrzenie choroby, niemoc w całym ciele co wiadomo skutkuje brakiem nowych osiągnięć dziedzinie szycia. A kiedy nie szyję- nie żyję; brakuje mi powodu do wstania łóżka jeśli zapowiada się kolejny dzień kiedy czegoś nie będę dała rady (fizycznie) zrobić.
Całe szczęście teraz jest już troszkę lepiej- fizycznie jak i psychicznie, nie staram się już walczyć z chorobą z którą znów pewnie bym przegrała....uczę się z nią żyć....choć bywa ciężko...
Dziś jestem znowu na moim szwedzkim podwórku, pobyt tutaj daje mi więcej sił niż życie w Polsce. Ostatnio zabrałam się nawet za szycie, idzie tak jak bym się od nowa wszystkiego uczyła- muszę chyba wpaść w wir pracy i trochę się rozkręcić ;)

Póki co pokażę Wam widoki jakimi raczę się tutaj niemal każdego dnia i które co dzień tak samo mnie zachwycają...i ktoś mówi że Szwecja zimna, szara i ponura...?










A na koniec zdjęcie lnianych poduszek które uszyłam na rozgrzewkę, wymiętolone jak to z lnu- co wyprasuje to mi je ktoś (zwany Lubym ;)) wymiętoli, ale to chyba znaczy że się podobają ;)




Zmykam do dalszego szycia, pozdrawiam Was serdecznie i ogromnie dziękuję za odwiedziny i komentarze!
Prace i fotografie publikowane na blogu są moją wyłączną własnością .
Kopiowanie, rozpowszechnianie, wykorzystywanie lub przetwarzanie w jakikolwiek inny sposób zdjęć, tekstów oraz wzorów prac bez mojej zgody jest zabronione.

Co mi w duszy gra...

h