Obiecałam że czasem coś napiszę...lecz o czym tu pisać?
Hmm..jak wiecie od dwóch tygodni mamy mieszkanie- no właśnie, i o to chodzi że tylko nam się wydawało że mamy mieszkanie
Tutaj w Szwecji całkiem inne zasady kupowania mieszkań, spotykane jedynie w Skandynawii.
Nie wystarczy bowiem znaleźć mieszkanie i zapłacić za nie właścicielowi, trzeba też ubiegać się w miejscu które ja po polsku nazywam "spółdzielnią mieszkaniową" o przyjęcie na członka "wspólnoty".
Zarząd wnikliwie sprawdza twoje zarobki, prognozuje czy jesteś w stanie płacić czynsz za mieszkanie w następnych miesiącach, jeśli stwierdzi że zarabiasz za mało, za krótko pracujesz w Szwecji (np 3 lata to dla nich za krótko- 5 czy 8 może być wystarczające) itp, zwyczajnie nie możesz nabyć tego mieszkania i prawdopodobnie żadnego innego, chyba że ci się szczęśliwie uda w innej "spółdzielni".
Jest jeszcze jeden ratunek- znaleźć poręczyciela który oświadcza że wszystkie ewentualne zaległości mieszkaniowe jest w stanie regulować za ciebie; Istnieje też możliwość pomocy z tzw "socjalu", oczywiście oni tez mają kupę wymagań, przepisów nie do obejścia (jak czasem bywa to w Polsce). Oczywiście aby korzystać z pomocy socjalnej należy mieć uregulowane sprawy w biurze migracyjnym czego my akurat nie mamy- 8 miesięcy temu złożyliśmy wniosek i nadal czekamy na odpowiedź, podobno może trwać to nawet 1,5 roku, więc póki co jesteśmy w czarnej dziurze z masą niewiadomych.
W naszym bloku mieszka pewne małżeństwo które "opiekuje" się dwoma blokami w tejże "wspólnocie", pełnią rolę- my mówimy- cieci.
Z niewiadomych, a raczej niezrozumiałych powodów odkąd tu mieszkamy nie mamy dostępu do TV, pralni która mieści się w piwnicach a ostatnio odcięli nawet internet kiedy zobaczyli że jakimś cudem go mamy- dziwne to i niezrozumiałe dla nas dlatego że za czynsz zapłaciliśmy sumiennie nawet za miesiąc do przodu...w tym przypadku jestem pewna że to jawna dyskryminacja Polków przez "panią cieciową", nie tylko Polaków ale wszystkich cudzoziemców (mamy znajomego Fina który też zdążył tego doświadczyć- i jak mówi nie zamierza tego tak zostawić)
Podsumowując- nadal czekamy na rozwiązanie sytuacji, ja tam sobie myślę że wsparcie burmistrza (swoją drogą cudownego człowieka zaangażowanego w życie społeczeństwa tej wioski, którego zdążyłam już poznać) niewiele pomoże, ja siedzę jak na szpilkach, czekając niecierpliwie na środę, może piątek, bo może wtedy wszystko lub cokolwiek się wyjaśni- a najgorsza jest ta niepewność wszystkiego, ciężko usnąć wieczorem kiedy nie wiesz jakie będzie jutro...
Szczęście w nieszczęściu że mimo zimy jest sporo pracy, ostatni huragan Ivar przyniósł straty nie tylko dla nas i dla naszego domu, ale cała okolica wygląda jak pobojowisko więc jest dużo pracy z piłą i usuwania szkód w postaci zwalonych drzew- rzekłabym zwalonych całych lasów.
Dzień nadal krótki choć wydłużył się nieco o godzinę, coraz mniej szarówki, za to śnieg i mróz zadomowił się tu na dobre- to akurat nie przeszkadza, jest pięknie i już :)
Ze spraw szyciowych- niedawno dostałam wyszywankę od wspaniałej szwedzkiej sąsiadki o imieniu Siv. Jest to robótka krzyżykowa- kanwa z dobranymi mulinami oraz schematem do haftowania.
Zrobiłam już 1/4 schematu kiedy zorientowałam się że robię go na lewej stronie kanwy.
Za bardzo wpływa to na moją ambicję więc postanowiłam spruć i zrobić od nowa, tym razem na prawej stronie :)- póki co nie mam się więc czym pochwalić
Pozwólcie że na tym na dziś skończę- choć opowiadania jest dużo, dużo więcej- czuję się niemal jak ekspert w dziedzinie imigratów w Szwecji, prawa mieszkaniowego, warunków socjalnych, roli urzędów, możliwości i sile pomocy szwedzkiego społeczeństwa oraz wielu, wielu innych zagadnień...jak ktoś ma pytania w tych kwestiach może śmiało do mnie pisać, hihi
Ściskam Was jak zwykle gorąco i serdecznie, do następnego postu!
AGA
19 stycznia 2014
05 stycznia 2014
dziękuję...
Kochane Dziewuszki! Bardzo, bardzo Wam dziękuję za komentarze, za dobre słowa i myśli, dziękuję za obecność na blogu...ogromne to dla mnie wsparcie że jesteście! :)
Miałam zamiar porzucić pisanie bloga, bo cóż pokazywać na blogu hand-made, jeśli brakuje wszystkiego, podstawowych rzeczy w domu a co dopiero akcesoriów, materiałów itp do zrobienia czegokolwiek samemu. A jednak chęć pisania i uczestniczenia w tym wirtualnym życiu silniejsza od tych wszystkich "niemożliwości"...jest to zapewne chwila na przekwalifikowanie bloga na ten o życiowej tematyce, nie wykluczam że nie będzie tutaj niczego z szycia i rzeczy hand-made...co ja gadam! jestem pewna że będę o tym pisać choć o wiele rzadziej, ale może to i dobry moment abyście poznali mnie troszkę od innej strony, nie tylko z perspektywy szyciowych robótek ;)
Z aktualnych wydarzeń:
Wciąż napływa do nas pomoc od (całkiem obcych) ludzi, wielu z nich jest już naszymi przyjaciółmi, przychodzą do nas, odwiedzają, wspierają dobrym słowem, często ofiarują drobiazgi (często nie tylko drobiazgi), po reportażu (na temat naszej sytuacji) w lokalnej gazecie, mam wrażenie że każdy kogo spotykamy na ulicy rozpoznaje nas i wysyła pozytywne fluidy i myśli :)
Miejsce w którym teraz mieszkamy to niewielkie miasteczko (12km od naszego dawnego domu) z cudownymi, przyjaznymi mieszkańcami, mimo że dzieli nas bariera językowa (kulturowa i każda inna) oni to wszystko rozumieją, akceptują- to dlatego nie czuję się tu ani niechciana, ani zbędna, ani pominięta- trzeba tu być aby tego doświadczyć i zrozumieć, ale wierzcie mi na słowo Szwedzi to wspaniali, pomocni ludzie, szczerzy w swoich emocjach i wcale nie tacy chłodni jak kiedyś myślałam...dużo mogłabym na ten temat pisać ale zapewne w następnych postach będę często do tego wracać więc zostawię to na późniejsze wpisy ;)
Z jeszcze większych nowości- Uwaga! Mamy własne mieszkanie (już nie socjalne) !
Z jednej strony się cieszę, z drugiej strony myślę- o Matko! na co my się porwaliśmy! Utrzymanie mieszkania nie należy do najtańszych szczególnie w naszej sytuacji gdzie pracuje tylko jedna osoba- a kiedy nadchodzi zima praca w lasach stoi ;/...póki co odganiam czarne myśli, pogoda w tym roku wydaje się być niezwykle łaskawa, prace w lasach trwają a śniegu ani widu ani słychu, i oby tak dalej.. :)
Uff, a teraz może trochę o mieszkaniu...chcecie zobaczyć nasz bałagan...? Proszę bardzo (nie przestraszcie się tylko)
Póki co gromadzimy rzeczy w pudłach, torbach i czym tam się da. Panuje przy tym niesamowity bałagan, chaos a ja juz tak bym chciała mieć wszystko poukładane w szafkach, szufladkach, na półeczkach- wiecie, wszystko ładnie i na cacy, koroneczki, kwiatuszki, zapach fiołków dookoła...ojojoj, jeszcze daleka droga do tego. ...ale doceniam to że dzieki pomocy dobrych ludzi mamy już owe szafki, szufladki i półeczki, mamy łóżko, krzesła, stół i wiele innych rzeczy które stopniowo zaprezentuję w kolejnych relacjach z wydarzeń

Samo mieszkanie jest niewielkie- 38metrów, jeden pokój z wydzieloną sypialenką w której mieści się tylko łóżko, ale daje to nam odrobinę intymności i możemy tam zamknąć nasz bałagan- choć w tym momencie ten bałagan jest jeszcze wszechobecny w całym mieszkaniu, heheh
Kuchnia jest niewielka ale bardzo funkcjonalna, jest nowocześnie urządzona i bardzo ją lubię.
Mieszkamy w bloku na piątym, ostatnim piętrze dobudowanym ponad dachem- widok więc niezupełnie jest doskonały (dach), ale to było jedyne mieszkanie do kupienia "na już" jeszcze w starym roku, myślę że i tak trafiła się nam świetna okazja i w końcu jesteśmy na swoim
No, może skończę na dziś to opowiadanie na sucho bez zdjęć, postaram się relacjonować zmiany chociaż raz w tygodniu więc będziecie mieli okazję podglądnąć jak tu żyjemy :)
Pozdrawiam Was ciepło i serdecznie, dziękuję że tutaj zaglądacie i jesteście ze mną :*
Do następnego postu, AHOJ!
Miałam zamiar porzucić pisanie bloga, bo cóż pokazywać na blogu hand-made, jeśli brakuje wszystkiego, podstawowych rzeczy w domu a co dopiero akcesoriów, materiałów itp do zrobienia czegokolwiek samemu. A jednak chęć pisania i uczestniczenia w tym wirtualnym życiu silniejsza od tych wszystkich "niemożliwości"...jest to zapewne chwila na przekwalifikowanie bloga na ten o życiowej tematyce, nie wykluczam że nie będzie tutaj niczego z szycia i rzeczy hand-made...co ja gadam! jestem pewna że będę o tym pisać choć o wiele rzadziej, ale może to i dobry moment abyście poznali mnie troszkę od innej strony, nie tylko z perspektywy szyciowych robótek ;)
Z aktualnych wydarzeń:
Wciąż napływa do nas pomoc od (całkiem obcych) ludzi, wielu z nich jest już naszymi przyjaciółmi, przychodzą do nas, odwiedzają, wspierają dobrym słowem, często ofiarują drobiazgi (często nie tylko drobiazgi), po reportażu (na temat naszej sytuacji) w lokalnej gazecie, mam wrażenie że każdy kogo spotykamy na ulicy rozpoznaje nas i wysyła pozytywne fluidy i myśli :)
Miejsce w którym teraz mieszkamy to niewielkie miasteczko (12km od naszego dawnego domu) z cudownymi, przyjaznymi mieszkańcami, mimo że dzieli nas bariera językowa (kulturowa i każda inna) oni to wszystko rozumieją, akceptują- to dlatego nie czuję się tu ani niechciana, ani zbędna, ani pominięta- trzeba tu być aby tego doświadczyć i zrozumieć, ale wierzcie mi na słowo Szwedzi to wspaniali, pomocni ludzie, szczerzy w swoich emocjach i wcale nie tacy chłodni jak kiedyś myślałam...dużo mogłabym na ten temat pisać ale zapewne w następnych postach będę często do tego wracać więc zostawię to na późniejsze wpisy ;)
Z jeszcze większych nowości- Uwaga! Mamy własne mieszkanie (już nie socjalne) !
Z jednej strony się cieszę, z drugiej strony myślę- o Matko! na co my się porwaliśmy! Utrzymanie mieszkania nie należy do najtańszych szczególnie w naszej sytuacji gdzie pracuje tylko jedna osoba- a kiedy nadchodzi zima praca w lasach stoi ;/...póki co odganiam czarne myśli, pogoda w tym roku wydaje się być niezwykle łaskawa, prace w lasach trwają a śniegu ani widu ani słychu, i oby tak dalej.. :)
Uff, a teraz może trochę o mieszkaniu...chcecie zobaczyć nasz bałagan...? Proszę bardzo (nie przestraszcie się tylko)
Póki co gromadzimy rzeczy w pudłach, torbach i czym tam się da. Panuje przy tym niesamowity bałagan, chaos a ja juz tak bym chciała mieć wszystko poukładane w szafkach, szufladkach, na półeczkach- wiecie, wszystko ładnie i na cacy, koroneczki, kwiatuszki, zapach fiołków dookoła...ojojoj, jeszcze daleka droga do tego. ...ale doceniam to że dzieki pomocy dobrych ludzi mamy już owe szafki, szufladki i półeczki, mamy łóżko, krzesła, stół i wiele innych rzeczy które stopniowo zaprezentuję w kolejnych relacjach z wydarzeń
Samo mieszkanie jest niewielkie- 38metrów, jeden pokój z wydzieloną sypialenką w której mieści się tylko łóżko, ale daje to nam odrobinę intymności i możemy tam zamknąć nasz bałagan- choć w tym momencie ten bałagan jest jeszcze wszechobecny w całym mieszkaniu, heheh
Kuchnia jest niewielka ale bardzo funkcjonalna, jest nowocześnie urządzona i bardzo ją lubię.
Mieszkamy w bloku na piątym, ostatnim piętrze dobudowanym ponad dachem- widok więc niezupełnie jest doskonały (dach), ale to było jedyne mieszkanie do kupienia "na już" jeszcze w starym roku, myślę że i tak trafiła się nam świetna okazja i w końcu jesteśmy na swoim
No, może skończę na dziś to opowiadanie na sucho bez zdjęć, postaram się relacjonować zmiany chociaż raz w tygodniu więc będziecie mieli okazję podglądnąć jak tu żyjemy :)
Pozdrawiam Was ciepło i serdecznie, dziękuję że tutaj zaglądacie i jesteście ze mną :*
Do następnego postu, AHOJ!
19 grudnia 2013
koniec czy początek w życiu ...przerwa w pisaniu
Witajcie!
Przychodzę dziś ze smutnymi (dla nas) wiadomościami...sama nie wiem czy to wypadek czy zrządzenie losu, czy koniec czy nowy początek....13stego grudnia spłonął nasz dom, łącznie z całym dobytkiem, nic nie uratowałam oprócz siebie i zwierzaków które wyniosłam w ostatniej chwili...zostalismy sami, w obcym kraju, bez domu, bez ubrań, dokumentów, znajomości języka
http://st.nu/medelpad/ange/1.6600232-albyborna-sluter-upp-for-branddrabbad-familj
Nie wiem co powiedzieć, jak komentować...brak słów, emocji za dużo
Pomagaja nam tu całkiem obcy ludzie- dzieki nim mamy ubrania, dach nad głową, pomagają załatwić sprawy urzędowe- wszystko co potrzebujemy aby powrócić do normalnego życia
W sprawach szycia zapowiadam totalny zastój- spłonęła cała moja pracowania, materiały, zeszyty z wykrojami, książki, przybory, wstążki, pasmanteria, dwie maszyny do szycia...
Wyobraźcie sobie że wczoraj dostałąm piekną starą maszynę do szycia od dobrych ludzi i to już jest dużo, ale wiadomo że teraz i tak cierpię na brak tkanin do szycia, nici, przyborów (konkretnie wszystkiego)...nie wiem nawet czy jakies pomysły do szycia znalazły by się w mojej głowie w takim momencie
Mimo że ciężko teraz o optymizm mam nadzieję że to całe wydarzenie to nasz nowy początek a nie koniec, że wszystko się ułoży i staniemy na nogi, potzreba tylko czasu i wytrwałości...trzymajcie za nas kciuki!
Przychodzę dziś ze smutnymi (dla nas) wiadomościami...sama nie wiem czy to wypadek czy zrządzenie losu, czy koniec czy nowy początek....13stego grudnia spłonął nasz dom, łącznie z całym dobytkiem, nic nie uratowałam oprócz siebie i zwierzaków które wyniosłam w ostatniej chwili...zostalismy sami, w obcym kraju, bez domu, bez ubrań, dokumentów, znajomości języka
http://st.nu/medelpad/ange/1.6600232-albyborna-sluter-upp-for-branddrabbad-familj
Nie wiem co powiedzieć, jak komentować...brak słów, emocji za dużo
Pomagaja nam tu całkiem obcy ludzie- dzieki nim mamy ubrania, dach nad głową, pomagają załatwić sprawy urzędowe- wszystko co potrzebujemy aby powrócić do normalnego życia
W sprawach szycia zapowiadam totalny zastój- spłonęła cała moja pracowania, materiały, zeszyty z wykrojami, książki, przybory, wstążki, pasmanteria, dwie maszyny do szycia...
Wyobraźcie sobie że wczoraj dostałąm piekną starą maszynę do szycia od dobrych ludzi i to już jest dużo, ale wiadomo że teraz i tak cierpię na brak tkanin do szycia, nici, przyborów (konkretnie wszystkiego)...nie wiem nawet czy jakies pomysły do szycia znalazły by się w mojej głowie w takim momencie
Mimo że ciężko teraz o optymizm mam nadzieję że to całe wydarzenie to nasz nowy początek a nie koniec, że wszystko się ułoży i staniemy na nogi, potzreba tylko czasu i wytrwałości...trzymajcie za nas kciuki!
10 grudnia 2013
zima przyszła !
Już od kilku dni zima zadomowiła się na dobre. Z relacji przyjaciół wiem że Polska przeżyła już prawdziwy szturm zimy (przed którym ja zdązyłam wyjechać) no i huragan o którym było głośno a jakoś do naszej części Szwecji nie dotarł najsłabszy jego podmuch. Nie znaczy to wcale że mamy jak u Pana Boga za piecem- śnieg hałdami zalega na podwórkach, drogi skute lodem, a temperatury spadały do minus 28 stopni....brrr.
Dziś całe szczęście dziś mamy odwilż, piękne słońce i aż chce się żyć!
W sprawach szyciowych tymczasowy zastój, coś tam próbuję dziergać, ale ciężko się skupić i usiąść z igłą lub przy maszynie kiedy na podwórku i w domu tyyyle roboty.
W ostatni wieczór wyszedł mi taki woreczek, wyhaftowany na niebieskiej kanwie. To pierwszy z serii trzech zaplanowanych- myślę że ładnie będą wyglądać na półeczce, nasypię do nich pachnącej mieszanki z suszu. Kolejne woreczki są w trakcie haftowania a pokażę je następnym razem
Mam taką wielką ochotę uszyć jakieś miśki, ciapki, laleczki lub inne milusińskie przytulanki ale krótkie dni wcale a wcale do tego nie mobilizują, póki co ogrzewam się przy kominku i nadrabiam zaległości w zeszycie krawieckim, a jest co przepisywać, notować, rysować.
Zdradzę Wam że mam hopla na punkcie prowadzenia zeszytów, mam ich już kilka- kucharskie, osobno z przepisami bezglutenowymi, z naturalnymi metodami leczenia, medytacjami, wierszami, jeden zeszyt krawiecki poszerzam przepisując stary i dodając nowe informacje, sposoby wykonania, mam też kilka zeszytów z przerysowanymi wzorami miśków, lalek, ozdób- wszystkiego co szyłam lub będę szyć...jest trochę tego :)
Ale cóż każdy ma jakiegoś bzika, ważne aby sprawiał przyjemność i wypełniał wolne chwile- wtedy nuda nie ma prawa bytu :)
Pozdrawiam Was ciepło z roztapiającej się dziś Szwecji, papa!
Dziś całe szczęście dziś mamy odwilż, piękne słońce i aż chce się żyć!
W sprawach szyciowych tymczasowy zastój, coś tam próbuję dziergać, ale ciężko się skupić i usiąść z igłą lub przy maszynie kiedy na podwórku i w domu tyyyle roboty.
W ostatni wieczór wyszedł mi taki woreczek, wyhaftowany na niebieskiej kanwie. To pierwszy z serii trzech zaplanowanych- myślę że ładnie będą wyglądać na półeczce, nasypię do nich pachnącej mieszanki z suszu. Kolejne woreczki są w trakcie haftowania a pokażę je następnym razem
Mam taką wielką ochotę uszyć jakieś miśki, ciapki, laleczki lub inne milusińskie przytulanki ale krótkie dni wcale a wcale do tego nie mobilizują, póki co ogrzewam się przy kominku i nadrabiam zaległości w zeszycie krawieckim, a jest co przepisywać, notować, rysować.
Zdradzę Wam że mam hopla na punkcie prowadzenia zeszytów, mam ich już kilka- kucharskie, osobno z przepisami bezglutenowymi, z naturalnymi metodami leczenia, medytacjami, wierszami, jeden zeszyt krawiecki poszerzam przepisując stary i dodając nowe informacje, sposoby wykonania, mam też kilka zeszytów z przerysowanymi wzorami miśków, lalek, ozdób- wszystkiego co szyłam lub będę szyć...jest trochę tego :)
Ale cóż każdy ma jakiegoś bzika, ważne aby sprawiał przyjemność i wypełniał wolne chwile- wtedy nuda nie ma prawa bytu :)
Pozdrawiam Was ciepło z roztapiającej się dziś Szwecji, papa!
01 grudnia 2013
słonecznej niedzieli!
29 listopada 2013
smakowita torba
Smakowita bo w przepysznych kolorach- gorzkiej czekolady i miodu, uszyta z alkantary :)
Kolory na żywo cudne, na zdjęciu znacznie przygaszone ale tylko tyle udało mi się wykrzesać w tę burą pogodę
Torba jest dość duża, ma 44cm wysokości, uszy do noszenia na ramieniu i dodatkowy pasek aby nosić torbę np. "na ukos"
Zapięcie zrobiłam na zamek a miodowy pas i klapka-język przechodząca przez szlufkę służy głównie celom ozdobnym
W środku oczywiście komplet kieszeni
Torbę w całości solidnie usztywniłam
Kolory na żywo cudne, na zdjęciu znacznie przygaszone ale tylko tyle udało mi się wykrzesać w tę burą pogodę
Torba jest dość duża, ma 44cm wysokości, uszy do noszenia na ramieniu i dodatkowy pasek aby nosić torbę np. "na ukos"
Zapięcie zrobiłam na zamek a miodowy pas i klapka-język przechodząca przez szlufkę służy głównie celom ozdobnym
W środku oczywiście komplet kieszeni
Torbę w całości solidnie usztywniłam
Kochane Dziewuszki, jeszcze dziękuję za odwiedziny i miłe komentarze!
Do następnego postu, AHOJ!25 listopada 2013
serca i torba z ekoskóry
Uff, w końcu udało mi się uszyć tę torbę! Przyznaję że pierwszy raz szyję z takiego materiału (gruba ekoskóra) i maszyna stanowczo protestowała przy przeszywaniu poczwórnych szwów, nie mówiąc o szyciu po prawej stronie ekoskóry- stopka po prostu blokowała i za pierony nie ruszy dalej.
Przesiadłam się na Jukę. Ta maszyna jest w stanie zdziałać cuda:) Jest jeden defekt- pracuje dość głośno co przy moim szyciu w późnych lub bardzo wczesnych godzinach zwyczajnie nie ma prawa bytu..w końcu znalazłam wolny środek dnia aby móc na niej popracować i powiem Wam że gdybym od razu zaczęła szyć na Juce na pewno zaoszczędziła bym sobie wielu nerwów i kilku złamanych igieł.
Torba bardzo mi się podoba- jest taka jaka miała być, denerwuje mnie tylko to marszczenie się wzdłuż szwów i nie wiem dlaczego tak się dzieje?
Wszywałam wypustkę więc może ona coś tam trzyma...hmm...kiedyś to rozpracuję- przy następnym modelu na pewno! Jeśli może być lepiej to dlaczego miało by nie być :)
A oto torba.
Uszyłam też serduszka z napisami Love, Home i Family. Bardzo lubię takie ozdoby a z tych jestem wyjatkowo zadowolona, uszyłam większe niż zazwyczaj, mają około 15cm wysokości i taki rozmiar jak dla mnie jest idealny np do powieszenia na ścianie lub gdzieś tam :) A kolejne serduszka chodzą po głowie tylko trochę czasu brak na to wszystko...Szkoda gadania, pokazuję zdjęcia
Do następnego postu! AGA
Ps. Dziękuję Kochane za wszystkie komentarze i odwiedziny! ;*
18 listopada 2013
toreb ciąg dalszy
Dziś znowu torby, z tej samej serii co ostatnio- dziś pokazuje te z czarnej alkantary z szarą aplikacją. Tak samo mają dwie duże kieszenie w środku i jedną na telefon a oprócz tego kieszeń na zamek na zewnątrz z tyłu
Po woli dochodzę do wprawy przy szyciu kieszeni z "obwódką"- nie wiem jak się to fachowo nazywa, ale bywa pierońsko trudne. Liczy się tu dosłownie każdy milimetr, nie można pozwolić sobie na najmniejszą krzywiznę, czasem naciągnie się też pod stopką maszyny a później potwornie kole w oczy ;/ .
Na moich zdjęciach wychodzi to jeszcze inaczej niż jest w oryginale, zawieszona na manekinie torebka trochę się wygina i układa w kształt manekina a torebka jak i kieszonka z obwódką wygląda na pofalowaną niczym fale Dunaju, juhuhuhu i tyle po kieszonce z obwódką widać :(
Ale kończąc dojdę do sedna sprawy czyli zdjęć torebek- są tylko dwie...Zapraszam, oglądajcie a ja wracam do pracy :)
Po woli dochodzę do wprawy przy szyciu kieszeni z "obwódką"- nie wiem jak się to fachowo nazywa, ale bywa pierońsko trudne. Liczy się tu dosłownie każdy milimetr, nie można pozwolić sobie na najmniejszą krzywiznę, czasem naciągnie się też pod stopką maszyny a później potwornie kole w oczy ;/ .
Na moich zdjęciach wychodzi to jeszcze inaczej niż jest w oryginale, zawieszona na manekinie torebka trochę się wygina i układa w kształt manekina a torebka jak i kieszonka z obwódką wygląda na pofalowaną niczym fale Dunaju, juhuhuhu i tyle po kieszonce z obwódką widać :(
Ale kończąc dojdę do sedna sprawy czyli zdjęć torebek- są tylko dwie...Zapraszam, oglądajcie a ja wracam do pracy :)
14 listopada 2013
Christmas is here!
Szybko, szybko między szyciem kolejnych toreb pokazuję co nowego ze świątecznej kolekcji która nazwałam- "Christmas is here!"...to trochę tak w ramach przywołania Mikołaja i świątecznej aury :)
Oczywiście kolejne sztuki już pod maszyną gotowe na wykończenie
Torby uszyłam z alkantary- sztucznego zamszu w którym się wprost zakochałam, a dlaczego opowiem może innym razem, teraz wrzucam tylko kilka fotek i idę szyć póki dzień młody

Torby uszyłam z alkantary- sztucznego zamszu w którym się wprost zakochałam, a dlaczego opowiem może innym razem, teraz wrzucam tylko kilka fotek i idę szyć póki dzień młody
DO NASTĘPNEGO POSTU! PA PA :)
09 listopada 2013
powroty
Powiem krótko- potwornie się cieszę że mam w końcu siłę i czas aby powrócić do pisania bloga a przede wszystkim do szycia.
Po tak długiej przerwie potrzebne jeszcze trochę czasu na zaklimatyzownie się, z maszyną do szycia jakby od nowa się poznajemy, przeglądam kawałki z tkanin z których kiedys miało powstać COŚ ważnego, wielkiego, wyjątkowego...a teraz nie mam pojęcia co z tymi szmatkami zrobić, jak je wykorzystać- widać natchnionym zupełnie jak szczęśliwym jedynie SIĘ BYWA
Minie jeszcze chwila zanim się porządnie "rozkręcę" a póki co zaczęłam od szycia mniejszych rzeczy.
Kiedy wróciłam do Polski okazało się że i tu zaczynają się przygotowania do świąt, w pasmanterii pełno świątecznych akcentów, wstążek w krateczkę, kropeczki, pozłacane, posrebrzane;
Na placu u "pana ze wszystkim" świecą się już lampki choinkowe, na zawieszkach dyndają ozdobne mikołaje, reniferki, bombki i inne różności ze świątecznymi akcentami, aż ciężko uwierzyć w tę świąteczną atmosferę kiedy za oknem jeszcze jesienna pogoda, z resztą w Szwecji też nie ma mowy jeszcze o śniegu, jest trochę chłodniej niż tutaj, rano zdarza się przymrozek ale w dzień dopisuje słońce a śnieg spadł dopiero na dalekiej północy i wcale nie zalega chałdami na ziemi ;)
Parę tygodni temu krajobraz na campingu w Trollhättan (na południu Szwecji) gdzie mieszkaliśmy wyglądał zupełnie jesiennie
Jak na złość pogoda w Krakowie dzisiejszego dnia sprzysięgła się przeciwko mnie i moim zdjęciom, jest tak szaro i ponuro że gdyby nie jeszcze młode wspomnienia słonecznej pogody choćby z wczoraj można by popaść w depresję...może za bardzo pochwaliłam tę piękną jesień, zawstydziła się i uciekła.
W każdym razie zdjęć nie idzie zrobić, same szarości i smutasy wychodzą na fotografiach- ale pokażę wam co nieco, aby nie zostać gołosłowną, a lepsze wyraźniejsze fotografie pojawią się (mam nadzieję) już niebawem
Póki co zmykam do dalszego wypychania serduch
AHOJ, do następnego postu!
10 czerwca 2013
tak mi jest...
Jest mi tak głupio że długi czas nic nie pisałam na blogu (znowu)...jest mi tak pusto że nic nie uszyłam (ciekawego)...jest mi tak źle z tym że za co się wezmę nie mogę skończyć (bo coś tam, coś tam)...jest mi tak przykro że nie mam czasu dla siebie, dla swojej duszy, dla swojego ciała...jest mi tak dziwnie z tym że coraz mnie mniej w moim własnym życiu , że z przerażeniem patrząc na siebie stwierdzam MUSZĘ TO ZMIENIĆ
Trzeba pomyśleć o sobie, o swojej pasji która nadaje przecież sens mojemu życiu... trzeba pomyśleć o swoim ciele- odpowiednia dieta może pomóc w życiu z SM a ja ją tak zaniedbałam..... trzeba się wyciszyć, zwolnić, posłuchać swojego serca, swojej duszy, naprawiać błędy, wyciągnąć wnioski aby w kółko tych samych bzdur nie popełniać, trzeba stawać się lepszym...nie wiadomo ile czasu mi pozostało...
Chcę znów szyć, tęsknię za maszyną, ale życie w rozjazdach- dwa tygodnie tu, dwa tygodnie tam, wcale nie pomaga.
Będąc w Szwecji chłonę każdą chwilę spędzaną z Lubym, nawet jeśli głównie pracujemy- to zwykle razem, chłonę zapach lasu, chłód ziemi pod nogami, ciepło słońca, deszcz który zbija mi sadzonki w ogródku...
Wracając do Polski nie mogę nacieszyć się chwilami z przyjaciółkami- nawet nie wiedziałam że ich tyle mam ;) Spotkanie za spotkaniem przeplata się z wizytami w szpitalu, z badaniami, później znowu spotkanie, dyskusje, opowiadania, rozważania, nadrabiam także czytanie książek (w Szwecji nie ma na to zupełnie czasu)- tymczasem tydzień za tygodniem tak szybko mija
Zaniedbałam maszynę; Kiedy wchodzę do pracowni łezka w oku się kręci na wspomnienie i chciałoby się znowu do niej usiąść, usłyszeć jej turkot, odgłos nożyczek odkładanych co chwila na blat, zapach pary z żelazka...MOOOJA PRACOWNIA- a jakaś taka NIE-MOJA...
Obiecuję że wrócę, może nawet niebawem, mam wrażenie że pewnego dnia pomysły w mojej głowie nie pomieszczą się i EKSPLODUJĄ z podwójną siłą...i marzę o tym ;)
Dziewczyny Kochane, wybaczcie moją długą nieobecność na blogu i czekajcie na mnie cierpliwie
Dziękuję że jesteście ;*
Agnieszka
02 maja 2013
ułożyło się
Ostatnimi czasy nie układało się zbytnio po prywatnej stronie życia, ale okazuje się że czasem wystarczy zmienić punkt widzenia i wszystko się układa...a tyle dni potrzebowałam żeby do takiej prostej prawdy dojść ;)
Ostatnio ułożyły się też króliki- i to szeregiem
Proszę jakie grzeczne...uszy długie, brzuszki kolorowe a buźki haftowane
Niebawem więcej szyjątek...pozdrawiam Was ciepło
Witam również nową obserwatorkę- bardzo miło mi Ciebie gościć :)
Do następnego postu!
Ostatnio ułożyły się też króliki- i to szeregiem
Proszę jakie grzeczne...uszy długie, brzuszki kolorowe a buźki haftowane
Niebawem więcej szyjątek...pozdrawiam Was ciepło
Witam również nową obserwatorkę- bardzo miło mi Ciebie gościć :)
Do następnego postu!
29 marca 2013
Idą święta wielkim krokiem...
Przygotowania do świąt zaczęłam tak naprawdę dziś.
Wszystko na hurra- zakupy, ciasta, okna....firanki i obrusiki wyprasowane a za oknem jakoś zimowo, więc ciężko uwierzyć że to wiosenne święta.
Wczoraj nawet sypło śniegiem, o!
Chyba długo jeszcze będę się przyzwyczajać do tych szwedzkich warunków pogodowych ;)
Ale, ale- nie jest aż tak źle- w domu już od kilku dni rośnie rzeżucha i rozzielenia nam przestrzeń :)
A że nie miałam jej w czym posiać trafiło na skorupki od jajek- tego u nas zawsze dużo (zwłaszcza jak na kolację robi się jajecznicę z 10 jaj, o zgrozo!). Jajka z rzeżuchą stoją na wyżłobionych pieńkach- tego u nas też pod dostatkiem, w końcu mieszkamy w jednym wielkim lesie, hihi
Ze spraw szyciowych nie mam się czym pochwalić- kilka robótek krzyżykowych w pracy ale nie są na tyle wykończone aby je pokazywać- zapewne po świętach mi się to uda i wrócę do Was z nowym postem :)
Tymczasem Kochane życzę Wam wiosennych i wesołych Świąt w rodzinnej atmosferze, dużo uśmiechu i radości!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Prace i fotografie publikowane na blogu są moją wyłączną własnością .
Kopiowanie, rozpowszechnianie, wykorzystywanie lub przetwarzanie w jakikolwiek inny sposób zdjęć, tekstów oraz wzorów prac bez mojej zgody jest zabronione.
Kopiowanie, rozpowszechnianie, wykorzystywanie lub przetwarzanie w jakikolwiek inny sposób zdjęć, tekstów oraz wzorów prac bez mojej zgody jest zabronione.
Popularne posty
Co mi w duszy gra...
h