28 kwietnia 2010

W moim ogrodzie...

Dziś do mojego balkonowego ogródka zaprosiłam Wiosnę.
Uporządkowałam skrzynki i donice na balkonie,  posadziłam lawendę i niezapominajkę, zasiałam zioła a teraz już tylko czekam kiedy coś z tego wyrośnie ;)
Maleńki ten mój ogródek ale cieszy zupełnie jakby był naprawdę pokaźnych rozmiarów, i powiem Wam szczerze- nic tak nie odpręża i nie zadawala jak pogrzebanie sobie w ziemi, a nawet pielenie i sadzenie po to żeby ze ścierpniętymi od kucania łydkami móc ubrudzić się po łokcie a na koniec jeszcze być z tego zadowolonym, ha!
I wiecie co później najbardziej lubię?  Po prostu siąść na
(choćby takim małym jak mój) balkonie, z filiżanką parującej kawy, odreagowując pracowity dzień wsłuchać się w radosny świergot ptaszków, poobserwować pędzące po niebie chmury , delektować się zapachem kwiatów- a szczególnie kojącej lawendy...i dodam, że choćby nie wiem co to trudno taki dzień nie dodać do tych udanych
ŻYCZĘ WAM TAK SAMO UDANEGO  POPOŁUDNIA!







24 kwietnia 2010

Groszkami urzeczona..


Udało mi się pstryknąć szybkie fotki sukienki którą szyję dla klientki- jej materiał, moja koncepcja i moje wykonanie.
Zdjęcia robione "na szybko" jako że sukienka na wieczór ma być gotowa, jeszcze jest solidnie pospinana szpilkami i całkiem niedoskonała- bowiem muszę ją poprawić po staniej przymiarce, wykończyć "od środka" czyli zrobić odszycia, wszystkie stebnowania wierzchu i spodu, podwinąć od dołu, odprasować, wyczyścić z nitek które potwornie się do niej przyczepiają - no, ogólnie pięknie ją "odstawić".
Dlatego zmykam już do dalszej pracy nad sukienką która tak bardzo mnie urzekła że wprost musiałam się ją pochwalić :]




Miłego oglądania, macham do was znad maszyny...papaaaa :)

17 marca 2010

Zodiakalny koktail...poznawanie siebie...czyli o rybach będzie



... dziś krótko o rybach...nie,  wcale nie o tych w morzu, w rzecze czy na patelni ale o rybach zodiakalnych- czyli i o mnie ma się rozumieć :)
Jako że już jakiś czasu jesteśmy w znaku Ryb i do tego dziś obchodzę n-te urodziny (o Boże, to już tyle?!#!) naszło mnie na przeglądnięcie książki którą niedawno kupiłam na wyprzedaży a jakoś nie było czasu na zagłębienie się w jej treść, a książka wydaje się całkiem ciekawa- jest swoistą podróżą wśród gwiezdnych symboli, a jako że ja od zawsze param się astrologią, ezoteryką i takim tam, to nie mogło zabraknąć jej w mojej biblioteczce
(Podaję tytuł i autora książki dla bliżej zainteresowanych: Leszek Weres "Homo-Zodiacus")

Ale, ale wracając do tematu- pozwólcie że zacytuję co przeczytałam w tej książce o zodiakalnej frasobliwej Rybie- czyli o sobie...
" Nie wiem czy bardziej ulegam urokowi mroźnej, zimowej aury, czy też mało wyczuwalnym jeszcze i odległym wibracjom wiosny. Ślad tego niezdecydowania odnajdziecie prawie we wszystkich przejawach mojej aktywności (nie przypadkowo znak mój symbolizują dwie ryby płynące w przeciwnych kierunkach), ale siła moja nie w czynach ujawnia się i w działaniu lecz w "czuciu i wierze", które z pewnością silniej mówią do mnie "niż mędrca szkiełko i oko"
Wokół mojego znaku narosło wile nieporozumień niż wokół jakiegokolwiek innego, lecz często negatywny obraz Ryb jest wynikiem mało dojrzalej prezentacji  w literaturze podmiotu, nie zaś rzeczywistych cech, które można mi przypisać. Nie jestem tak slaby, bezbarwny bi pozbawiony energii, jak to się na ogól sądzi
....
Występuję w dwóch wcieleniach (lubię to tajemnicze słowo)- jako przedstawiciel ostatniej fazy ewolucji lub reprezentant wstępnego jej etapu (jako że Ryby są ostatnim znakiem w kole zodiaku i jednocześnie jak w to w kole bywa początkiem kolejnego cyklu) .
W pierwszym usiłuję poddać się transcendencji, w drugim jeszcze do niej nie dorosłam. W obu- nie najlepiej funkcjonuję w aktywnej rzeczywistości, gdyż albo ją przerastam , albo czuję się w niej zagubiona.
Zawsze jednak ulegam jej wpływom, jak psychiczna gąbka nasiąkając nastrojami, życiem innych ludzi i tym wszystkim co mnie otacza.
Jestem też skłonna do samotności, zupełnej bierności lub ucieczki w iluzję alternatywnej rzeczywistości- używki, uzależnienia..

Nadmierna wrażliwość stale grozi mi rolą kozła ofiarnego wszędzie tam, gdzie nie potrafię unieść odpowiedzialności za swój los


Rożne elementy rzeczywistości wydają mi się być ze sobą powiązane tak, że odczuwam jedność wszechświata lub- częściej konfuzję, w rezultacie której nie bardzo wiem , co mam uczynić jednak zazwyczaj obie postawy występują jednocześnie.
Jestem więc wrażliwa na los każdego żyjącego stworzenia, pełna litości wobec ciepiących i potrzebujących, a zarazem staję się ofiarą brutalności osobników wykorzystujących wprost możliwości, które niesie ze sobą  życie, a jednocześnie możliwości te napawają mnie lękiem, a nawet paraliżują codzienne działania.
Mój pociąg do mistycyzmu, magii czy parapsychologii nie powinien nikogo dziwić. Jest on naturalny, jeśli przypomnieć że myślenie magiczne zakłada, iż wszystkie elementy tego świata są wzajemnie ze sobą powiązane, a intuicja , będąca silną bronią w moim ręku, mówi mi, ze taka jest właśnie natura otaczającej mnie rzeczywistości


Jeśli dążenie do świadomości kosmicznej przerasta mnie, uciekam -podobnie jak Rak w przeszłość- we własny świat fikcji i złudzeń. Jeśli jednak potrafię narzucić sobie dyscyplinę, mój rozwój duchowy nie ma kresu. Jako mistyk, medium, filozof czy duchowny także potrzebuję samotnego azylu, ale odnajduje go w świecie sztuki, teatru, muzyki czy filmu, świecie pozwalającym mi przeżywać rzeczy wzniośle i piękne


W przeciwieństwie do Wodnika nie cenie zbytnio intelektu, bo prawdy do których dochodzę, i odmienne stany świadomości, które przeżywam, i tak wymykają się spod kontroli rozumu. Kieruję się więc intuicją, uczuciami oraz nie wiadomo skąd biorącymi się przeczuciami- i często mam rację , nie tylko wbrew całemu światu, ale i zdrowej logice faktów.
Zazwyczaj więc czuję, niż potrafię powiedzieć, tym bardziej że na opis  pozamaterialnego świata nie znajduję odpowiednich słów. Lepiej czynią to poeci. Mój sposób widzenia świata opisuje Jarosław Iwaszkiewicz we fragmencie "Warkocza jesieni" i nic dziwnego że robi to tak dobrze, skoro urodzil się w pierwszym dniu mojej fazy (czyt. znaku zodiaku)


"Nim przyjdzie wiosna,
nim przyjdą mrozy,
W ciszy kolebce-
Nade mną sosna,
Nade mną brzoza
witkami szepce

Szepce i śpiewa
niby skrzypcowa
melodia cicha,
melodia nowa,
której nie słychać,
która dojrzewa

Tak się zapadam,
jak w śniegu puchy,
w jesienne liście,
i tylko duchem
słucham i badam,
czy noc nadchodzi,
czy świat się rodzi,
czy rzeczywiście?

I tylko przez sen
wyciągam ręce,
-mnie to nie budzi-
nie chcę nic więcej,
bo wiem, że jestem
w nieskończoności,
w morzu miłości
do ludzi"


Jeśli wiersz ten poruszył was, macie by może szanse przeniknąć przynajmniej niektóre tajniki świata Ryb"



**********
Oj, miało być krótko a tu się tyle napisało- no, cóż książka jest jeszcze bardziej opisowa tak więc dla ciekawych- "wtajemniczonych" powinnam napisać jako zodiakalna Ryba- szczególnie polecam.W każdym razie ja bawiłam się świetnie przy jej czytaniu :)
Co jeszcze na dziś, hmm...jeśli przy mistycyzmie jesteśmy- postawiłam dzisiaj kabałę- nie wystarczyło, rozłożyłam więc  i tarota, poddałam się chwili, wzniosłam się w marzenia- o tym że to co pokazują karty niebawem się ziści i.... i musiałam zejść na ziemię bo praca wzywa- do końca tygodnia mam masę poprawek do zrobienia, i jeszcze uszyć spódnicę dla niecierpliwej klientki, ale nie narzekam- grunt że interes się kręci ;)

Pozdrawiam Wszystkich i do następnego postu!

10 marca 2010

Szyję Xxl ;)


 I stało się...wciąż jakoś w to nie wierzę ale jednak w końcu zdobyłam się na odwagę, wzięłam sprawy w swoje ręce  i.... zalożylam swój maly biznes ;]
Wszystko na spółkę z mamą żeby ciąć maxymalnie koszty, które jak wiadomo w Polsce są olbrzymie- te wszystkie zus-y, podatki, na razie same rachunki do płacenia, ale wierzę w to że powoli całe przedsięwzięcie się rozkręci i  w 100% będę mogła realizować swoje marzenia- projektować ubiory dla puszystych, szyć, szyć i jeszcze raz szyć, mieć zadowolone klientki (no, zupełnie jak dotychczas jedynie życzyłabym sobie ich ciut więcej ;))

Teraz właśnie siedzę nad płaszczykiem dla klientki w rozmiarze 52, szyje się świetnie bo materiał to elanobawełna a dodatkowo rozpiera mnie energia- całkiem właściwa dla każdego nowego przedsięwzięcia, czuję że moglabym nie spać całą noc tylko szyć i szyć- ku zadowoleniu klientek...
A poza płaszczem mam jeszcze masę poprawek do zmajstrowania- jak widać reklama szeptana działa i jest chyba najlepsza na świecie :)
Tak przyszłościowo- oprócz usług chcę też zacząć szyć gotowe modele ubrań, wprost do kupienia u mnie czy w sklepie- tak bo mam nadzieję że powstanie chociaż mały sklepik internetowy, może nie tylko internetowy...ale to wszystko z czasem, na razie tonę w zleconym szyciu :)

Kończę zatem ten króciutki post i pełna optymizmu i energii ruszam do dzieła
Aparat dalej w naprawie, potrzeba sprowadzić jakąś część więc muszę jeszcze poczekać a zdjęć nadal nie robię i nie pokazuję ...
Pozdrawiam Wszystkich śpiewająco...AGNIESZKA

03 marca 2010

O Pomocniku rzecz się ma...



Chciałabym się pochwalić co ostatnio poczyniłam, ile rzeczy powstało...że skończyłam  gorset, że udał mi się całkiem fajny portfel (a nawet dwa ;))...poza tym uszyłam takie, takie i takie rzeczy (bo ostatnio szyję caaałymi nocami i troszkę tego do chwalenia się uzbierało)-a niestety nie mogę tego wszystkiego pokazać.
zwyczajnie, z braku  najprzydatniejszego urządzenia poza maszyną do szycia oczywiście- czyli aparatu fotograficznego ...
Moja kochana camera obscura uległa, hmm...nazwijmy to "wypadkowi" przy pracy i teraz tylko pozostało mi cierpliwie (albo nie-cierpliwie) czekać na naprawę...a  więc i zdjęcia obiecuję dodać jak tylko uda mi się je zrobić, czyli...hmmm, nawet nie wiem kiedy, zdaję się jedynie na to że Pan Reperator Aparatów Fotograficznych szybko uwinie się z usterką :)
Jedyne zdjęcia jakie zdążyłam pstryknąć i ściągnąć na komputer to te uwieczniające mojego małego Pomocnika który przez cale dnie nie odstępuje mnie na minutę i chociaż w malej siedmio-metrowej pracowni miejsca na jeden krok  i chociaż Pomocnik więcej bałagani niż pomaga...to jakoś nie potrafię się na niego gniewać, zwłaszcza kiedy spogląda spod stołu tymi niewinnymi oczętami i z rozbrajającą miną... tak- nawet jeśli wymościł sobie właśnie gniazdko w pudle z resztkami tkanin
"no, cóż- to w końcu tylko resztki tkanin,za to ja..."-powiedział Pomocnik ;)

 
  

*********************

My tu gadu gadu, a tymczasem za oknem zima wróciła... do południa słońce na błękitnym niebie a tu nagle z minuty na minutę szaro-sine ciężkie niebo i puszyste płatki śniegu na nosie..i pomyśleć że w południe można było latać w wiosennej kurteczce, jak z resztą wielu uczyniło (co oceniam po widoku "porozbieranych" na ulicach ludzi). .oj, chce nam się już wiosny!
Tym akcentem kończę dzisiejszy pościk...strasznie mi szkoda że nie mogę pstryknąć żadnej fotki i  pokazać Wam moich nowych dziełek, ale mam nadzieję że już niebawem przedstawię wszystko hurtowo :)
Pozdrawiam Was wiosennie i do następnego postu!

21 lutego 2010

Nie mów hop...

Jest takie powiedzenie....nie mów hop zanim nie skoczysz...
Tak, zwykle staram się tego przestrzegać...a poza tym wierzę w takie tam rzeczy jak "zapeszanie", więc nie mówię że coś MAM kiedy jeszcze tego NIE TRZYMAM W RĘCE...a w ostatnim poście SIĘ POSPIESZYŁAM...i co? a to, że gorset się nie udał!
tzn pewnie by się i udał ale zobaczyłam plamkę na podszewce a tak bardzo nie lubię robić czegoś po łebkach, niedokładnie , nieidealnie i ta plamka znając życie doprowadzałaby mnie do szału więc postanowiłam że ją zapiorę...i co? Ha! podszewka się skurczyła!
Mimo że wcześniej ją prasowałam wte i wewte, na mokro, gorącym żelazkiem....na blaszkę ją wyprasowalam, a tu ci taki żart!
No i teraz muszę czekać na poniedziałek kiedy będę mogla kupić kawałek podszewki i podszyć gorset od nowa...uhh, pasmo nieszczęść ostatnio, czego się tknę to mi nie wychodzi...nic tylko związać ręce i stać w kącie aż zła passa minie bo jeszcze jestem w stanie zrobić sobie samej krzywdę...jak zwykle niechcący...

Tak więc teraz czekam tylko do poniedziałku...miałam jeszcze w głowie uszycie torebki i portfela- to nie tylko zachcianka ale wręcz potrzeba, bo chodzę z taką starą torebką że aż wstyd, a cóż poradzić że to moja ulubiona ... tak więc koniecznie muszę sprawić sobie drugą taką którą pokocham miłością dozgonną
A portfel niby już powstał, jako owoc pracy minionej nocy...ale cóż- dalece nieidealny....aaa, bo źle sobie wszystko wymierzylam, źle, wszystko źle... i krzywy do tego jak fix, ale jak już widziałam że mi nie wychodzi to nawet odechciało mi się dbać o szczegóły- ale chyba powoli uczę się na błędach...następny portfel będzie lepszy, a ten odłożę gdzieś na dno szuflady żeby się go nie wstydzić...


 
 


To tyle na dziś...musiałam się trochę pożalić, pousprawiedliwiać, ponarzekać...i trochę mi teraz lepiej
Pozdrawiam wszystkich  AGA


Ps...Aaa, tam wiecie co,biorę się jednak za tę torebkę...żebym sobie tylko palców nie przeszyła, KCIUKI TRZYMAJCIE ! ...i do następnego postu ;)

18 lutego 2010

mały comeback / CISZA JA I CZAS...



Kochani, wracam nareszcie bo długiej przerwie... winna jestem wyjaśnienia dlaczego tak zaniedbałam swoje obowiązki względem bloga, ale wiele byłoby opowiadać...trzeba  by założyć nowy temat a to i tak pewnie mało żeby spisać to co się ostatnio u mnie działo.... mętlik, haos, galimatias ogólnie- to bohaterowie moich ostatnich tygodni, ba! miesięcy nawet...
Pokrótce powiem tyle że wszystkie moje plany runęły jeden po drugim, na łeb na szyję...możecie się domyślać jakie samopoczucie temu towarzyszy- bezsens,dół... no, deprecha totalna

Koniec końców wszystkich poczynań i wydarzeń losu osiadłam w Krakowie, wydaje mi się że już na dobre
i tutaj slówko do  Ma.ol.su  w odpowiedzi do ostatniego komentarza (ech, jak to dawno bylo) jak widzisz Kochana zmiany, zmiany- duże zmiany, choć nie takie jakie bym sobie życzyła...bo zamiast mościć sobie gniazdko na odległej (no, może nie aż tak bardzo odległej) brytyjskiej wyspie, zamiast realizować swoje plany, najśmielsze marzenia, zmagam się tutaj z piekielnie ciężką, szarą i jakże niełaskawą polską rzeczywistością....jeszcze jestem zła i rozgoryczona na los za takie zmiany, lecz kiedyś kto wie może je docenię...
mam także słówko do Sebastiana- że niestety nie uda nam się wypić razem herbatki, a już na pewno nie z kubka zakupionego w "funciaku", ani zrobić tych pięknych zdjęć przy zwiedzaniu parków i ogrodów ... lecz mam nadzieję że wszystkie te rewelacje, zdjęcia w szczególności obejrzę je niebawem na Twoim blogu :)

Co jeszcze z przełomowych wydarzeń..siedzę od paru dni w domu...nie, nie krzyczcie że mam wolne a do tego czasu jeszcze nie napisałam, ale uwierzcie że po tygodniach pracy, i po 10-11 godzinach przez 7 dni w tygodniu poza domem, czuję się jakbym otrzymała wolność i tak naprawdę nie wiem co z nią zrobić...niby tyle planów, zalegości a ja snuję się z kąta w kąt nie mogąc znaleźć sobie miejsca...hmm..mam czas jeszcze do końca miesiąca kiedy kończy się sielanka i będzie trzeba wrócić i znowu wdać się w wir pracy i obowiązków, więc wczoraj złożyłam postanowienie poprawy i stwierdziłam że trzeba zaraz zacząć działać, po czym jednym susem przysiadłam do maszyny

Jeju jak bosko!! ...usłyszeć ten kochany turkot maszyny, jak cudownie jest móc znowu posiedzieć w pracowni w samym środku nocy, wtedy kiedy pogasną światła we wszystkich sąsiednich oknach, i kiedy wszyscy już śpią...i tylko JA- sam na sam Z MASZYNĄ- tak...chyba stanowimy niezły duet :]
Wtedy panuje w domu dziwna cisza...najmniejszy szmer obija się z echem o ściany.. słyszę szelest materiału, słyszę swój oddech, swoje myśli kołaczące się po głowie, te wszystkie niespisane idee, koncepcje, projekty, wariactwa niestworzone, pomysly które mogę narysować, nazwać po imieniu, których nie muszę się wstydzić bo jesteśmy w pokoju SAMI ...ja i te wszystkie myśli cisnące się na raz do głowy i  jakby krzyczące " mnie, mnie teraz wybierz!"....i wtedy lubię wziąć łyk kawy, włączyć w radiu boski 'czilaut' i zatopić się w tej CHWILI...w muzyce, w pasji, sile tworzenia jaka nagle mnie ogarnia....I WTEDY JESTEM SOBĄ...

A to zalążek tego co urodziło się tej nocy....oczywiście spora część jeszcze do skończenia, bo momentami więcej prułam niż szyłam, ale tak to już bywa z prototypami ;)
Na zdjęciach wkradła się odrobina całego mojego bałaganu, ale nic nie poradzę że pokoi mały, rzeczy dużo..a jak szyję to wszystko okazuje się potrzebne
Najpóźniej jutro pokażę Wam całość- w projekcie jest też bluzka więc czekajcie cierpliwie

Pozdrawiam Was wszystkich i dziękuję za odwiedziny AGNIESZKA


06 stycznia 2010

Szybko, szybciej.../ małe zmiany



Nie pamietam kiedy żyłam w takim tępie jak przez ostatni tydzień..
Z resztą nie chce się wierzyć że to już tydzień odkąd wróciłam po świątecznej przerwie do pracy. Zaległości masa, a więc w pracy urwanie głowy
Co z nowości...wróciłam do domu w Krakowie (nie było nawet kiedy się pochwalić)...od nowa zmienianie przestrzeni i tak dalej, ech co se człowiek ułóży w życiu to znowu musi zmieniać...kolejna zmiana planowana na wiosnę, ale o tym przy okazji, póki co chciałam nadrobić zaległości blogowe i oznajmić że ŻYJĘ...chociaż ledwo,ledwo to melduję się na pokładzie ;]
Wczoraj w nocy poczyniłam małe zmiany w szacie graficznej bloga, a żeby tak radośniej się zrobiło...i to pewnie jeszcze nie koniec, choć nie wiem naprawdę kiedy znowu będę miała czas i siły siąść nad zmajstrowaniem jakiegoś ciekawego banerka który już od dawna mi się marzy
W robótkach jak się domyslacie także spore zaległości...zaczęłam w świeta szyć szmaciane lalunie które leżą teraz w kącie i  niecierpliwie choć bardzo dzielnie czekają na skończenie...

Tymczasem pojawiła się niesamowita potrzeba wyhaftowania tych obrazków, aż mnie w palcach mrowi żeby już zacząć...







Krzyżykowe schematy chłopczyka i dziewczynki dostałam od osoby która jest dla mnie bardzo ważna i która od lat tworzy piekne hafty- nie tylko te krzyżykowe,a  także cudne wzory na szydełku... jest nią moja ukochana ciocia Franciszka ;)
Tak więc w minioną niedzielę "odziedziczyłam" po cioci te cudne wzorki i mam zamiar niebawem zacząć je haftować- kanwa już jest, muszę  jeszcze dobrać kolory muliny i do dzieła, myślę że niebawem pokażę Wam pierwsze wyniki :)

Tymczasem kończę tego szybciutkiego posta i zmykam do pracy...aj, wolałbym zostać tutaj z Wami w świecie robótkowym...ale obowiazki też trzeba wypełnić....do następnego postu!

23 grudnia 2009

PRZEDŚWIĄTECZNIE...





Witam Was cieplutko i już całkiem świątecznie.
Długo tutaj nie zaglądałam, bo albo praca, praca i jeszcze raz praca albo brak połączenia z siecią...ale dziś mam wrażenie, że nic nie wyprowdzi mnie z równowagi, żadne psikusy, przeciwności losu i takie tam- dzisiaj się mnie one nie trzymają
Od rana krzątam się po mieszkanku i podśpiewuję coś na świąteczną nutę... sprzątam, układam, szyję- układam, szyję, sprzątam...i dobrze mi z tym ;)

To moje pierwsze święta z dala od rodziny a jednocześnie święta  do których mogę się prawdziwie przygotować, w sercu, w duszy i jakkolwiek jeszcze się da...w tym roku nigdzie się nie spieszę, nie mam wyrzutów sumienia że czegoś nie dam rady  lub nie zdąrzę zrobić...i tak tkwię sobie od rana w tej błogiej atmosferze świąt i czekam na jutrzejszy dzień, na pierwszą gwiazdkę, na wieczorny spacer, na zmarznięty nos a później na kubek ciepłego kompotu z suszonych owoców, kawałek cwibaka i piernika...żeby nie było- rybka też będzie i uszka z barszczykiem-tym z torebki niestety, ale grunt to pozytywne nastawienie...
W dzień taki jak jutrzejszy będę cały dzień myślami z bliskimi i mam nadzieję że nadto się nie rozkleję bo Wigilia powinna być dniem szczęśliwym a jeśli już łzy to tyko te ze szczęścia, więc nastawiam się najbardziej pogodnie jak mogę do przeżycia tego jedynego dnia w roku w radości...

I tego również chciałabym Wam Kochani życzyć...a do tych życzeń dodam garść optymizmu, garść wiary i wiadro uśmiechu na caaały rok i oby wszytkie marzenia Wam się spełniły!

*********

Nie byłoby notki bez chwalenia się troszkę co tam ostatnio poczyniłam, a konkretnie dzisiaj powstały iście świąteczne ozdoby domu, czyli wianuszek ze słomy owinięty koronką, ozdobiony kokardkami z zielonej tasiemki i małymi świeczuszkami, wprowadzający do domu naprawdę świąteczną atmosferę...








Oprócz wianuszka wyczarowałam sobie z całkiem starej i zniszczonej ramki taki oto obraz świąteczny....ach, że też nie uczyłam się od mamy wiązania kokard przy prezentach , wówczas pewnie i ta wszła by mi o niebo ładniej, ale zrzućmy winę na materiał 'trudny w obróbce'...








A na koniec coś co zwykle zwało sie u nas skarpetą, zupełnie taką do jakiej Mikołaj wrzuca słoodkie cukierasy i prezenty, u mnie w tej roli bucik i to całkiem kobiecy...tak, bo w tym roku stawiam na kobiecość!
(ale o  tym jeszcze pewnie przeczytacie;))






I tym kobiecym i jakże miłym akcentem kończę dzisiejszego  posta, mam nadzieję odezwać się jeszcze w tym roku jeśli TPSA znowu nie pozbawi mnie dostępu do sieci...zaciskam kciuki aby odwidziało im się takich żartów
Ściskam Was Wszystkich Gorąco, i jeszcze raz WESOŁYCH ŚWIĄT!!!

10 grudnia 2009

Serdeczna Pani Sąsiadka...




Wszyscy szyją serca...szyję i ja ;]
Te pierwsze zrobione dla siebie, nie zagościły za długo w moim domku bo zaraz porwała je Sąsiadka i zagroziła że nie odda!...nie zdążyłam nawet doszyć do wszystkich serduszek uchwytów bo Pani Regina stwierdziła że "Eee tam, jej nie potrzebne i tak w koszyku będą siedzieć"..
W zamian za to mam pół blachy domowego ciasta i...zaproszenie na Wigilię gdyby okazało się że jednak spędzam ją sama we Wrocławiu...
I jakże przyjemnie się zrobiło, całkiem serdecznie bym powiedziała ;]

A teraz szyję kolejne serducha- podobne i te całkiem inne od pierwowzorów, ale o tym w następnym odcinku...
Lecę do szycia...przede mną jeszcze małe wyzwanie czyli choinki z aksamitu










Aaaa...o mały włos bym zapomniała....uszyłam jeszcze małe woreczki na lawendę w sam raz do szuflady gdzie trzymam serwetki i takie różne ozdóbki
Zrobiło się odrobinę sielsko i uroczo, a uwierzcie jak pięknie pachnie!








Do następnego postu, ściskam Was Wszystkich wyjątkowo  SERDECZNIE!




06 grudnia 2009

Ogarniam przestrzeń....




Ostatnie dwa dni nic tylko ogarniam przestrzeń wokół mnie...mówiąc jaśniej układam, przemeblowuję, sprzątam...i szczerze mówiąc, to końca nie widać!

Tak to jest kiedy chwyta się na raz kilka srok za ogon....ale po malutku za to uparcie idę do przodu
Wczoraj porządki w kuchni i spiżarce- dzisiaj w pokoju...nie wiem kompletnie kiedy zajmę się szyciem, siedzi mi to na sumieniu zwłaszcza że zawieszki choinkowe wciąż czekają na realizację, i  już prawie słyszę jak tupią nóżkami w szufladzie upominając się o ich skończenie....aaa, i choinki są w planach- a mnie przeprowadzek się zachciewa...
Ale za to miałam okazję wygrzebać kilka fajnych rzeczy gdzieś w zakamarkach domu i piwnicy....między innymi takie oto naczynko
Zapewne jest to dzban czy wazon na kwiaty...u mnie zadomowiła się w nim pietruszka wraz z panem koperkiem i resztą zieleniny które są dla mnie  nieodzownym elementem w pichceniu ;)
 





Do kuchni wynalazłam również stary ale jakże piękny podgrzewacz, w którym cudownie migocze świeczuszka podtrzymująca ciepło napoju w dzbanku stojącym  piętro wyżej nad nią...
Cudownie jest posiedzieć sobie przy ciepłej herbatce, wpatrywać się migoczący ciepło płomień i rozkoszować się chwilą...

 




Tak sobie myślę że ten niewielki podgrzewacz to taka mała namiastka kominka o którym tak strasznie marzę (ale to już chyba wiecie) i powiem Wam że teraz żadna pogoda nie jest mi straszna, nawet taka jak ta ostatnio...

 




Ale wróćmy do kuchni...bo jak  to często bywa, urzędowanie w kuchni natchnęło mnie do gotowania i okazało się że...hmm, nawet mi to wychodzi ;]
Zaserwowałam sobie więc  pulpeciki w sosie pieczarkowym a do tego kasza ( której nawet udało mi się nie przypalić)
I  tegotygodniowy  niedzielny obiad smakował zupełnie jak u mamy....








Skoro jesteśmy już po obiedzie, muszę zabrać się do pracy ogarnąć resztę przestrzeni która obecnie wygląda tak





...i wypadało by to posprzątać, poukładać zwłaszcza że  niedziela juz prawie się kończy...ech!
Życzcie mi powodzenia
Niebawem napiszę czy przeżyłam tę próbę, heh ;]

29 listopada 2009

Nocne szycie...otwarcie sezonu reniferkowego





Ostatnio wiele rzeczy robię nocami..tak, zamiast smacznie spać i śnić o księciu z bajki ja szyję na potęgę
A wszystko to za sprawą masy nowych zamówień to na spódniczkę, to na bluzeczkę, na poprawkę spodni.
Tej nocy uszyłam zasłony w liczbie cztery i jedną tylko (albo aż) firankę...w końcu święta idą ;)
A teraz siedzę przed komputerem nie mogąc się zebrać do pracy na godzinę 12stą i wyraźnie czuję tę zarwaną noc, uff

Ale z drugiej strony serce szybciej bije że już nie długo już za momencik zacznie się grudzień...Mikołaj przyjedzie...święta nadejdą i takie tam, aż gęba mi się szeroko cieszy...
i właśnie z tych fantastycznych wyżej wymienionych powodów wszem i wobec ogłaszam

 OTWARCIE SEZONU RENIFERKOWEGO!

Powstały już pierwsze reniferki które po przewleczeniu przez nie sznureczków staną się ozdobami choinkowymi i napewno nie tylko choinkowymi ;)
Jak powstaje taki reniferek??
A tak- wystarczy wybrać ładny materiałek, najlepiej bawełniany lub taki który nie jest elastyczny (żeby nie ciągnął się pod maszyną podczas szycia)
Nastepnie rysujemy kształt reniferka na cienkim papierze (ja miałam pod ręką jedynie papier śniadaniowy i nadaje się super)
Przypinamy tę karteluszkę do wybranego materiału a w środek wkładamy ocieplinę choć ja użyłam kremowego polaru,
bo jak możecie się domyślać w moim nowym mieszkaniu nie zdążyłam zgromadzić jeszcze tyle przydatnych materiałów dodatków itp, korzystam więc z tego co mam pod ręką





Więc idziemy dalej...tak przypiętą formę reniferka wrzucamy po maszynę i przeszywamy najpierw ściegiem prostym wzdłuż konturów (aby później nie przesuwała nam się forma ) i obrzucamy równiutko po konturach rysunku
Ja używam ściegu zygzakowego o jak największej gęstości, myślę że można też użyć ściegu jakim obrabia się dziurki




Po wyszyciu renifera oddzieramy dokładnie cały pergamin i bardzo uważnie obcinamy materiał wzdłuż konturów tak aby ich nie uszkodzić a jednocześnie najbliżej jak tylko to możliwe lini szycia




I tak oto powstaje reniferek ;]




Na koniec warto jeszcze dokładnie poprzycinać wystające niteczki które będą się snuły do momentu kiedy zatrzyma je ścieg którym obrzucaliśmy reniferki, można przesunąć ręką kilka razy i same wyjdą po czym delikatnie poobcinać...ja nie zdążyłam tego zabiegu jeszcze wykonać co widać z resztą na zdjęciach (i od razu przepraszam za jakość zdjęć, ale wiecie w nocy nie ma najlepszego światła)

Można dodać reniferowi oczko z koralika, cekina czy wyhaftować, można przewlec igłą sznureczek i zawiesić na ścianie, w oknie czy na choince...konkretnie gdzie nam się podoba ;)
Fajne prawda??
Mam w zamiarach uszyć kilkanaście (może kilkadziesiąt) takich reniferków z różnych materiałów które już są na to przygotowane


a oprócz reniferów powstaną gwiazdki, choinki, dzwonki, sanki i kto wie może coś jeszcze przyjdzie do głowy
Na dzisiaj to tyle z nowości, ściskam Was cieplutko!



Prace i fotografie publikowane na blogu są moją wyłączną własnością .
Kopiowanie, rozpowszechnianie, wykorzystywanie lub przetwarzanie w jakikolwiek inny sposób zdjęć, tekstów oraz wzorów prac bez mojej zgody jest zabronione.

Co mi w duszy gra...

h